Uzależnienie od seriali, psychoterapia i filmy drogi
16896
post-template-default,single,single-post,postid-16896,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive
 

Uzależnienie od seriali, psychoterapia i filmy drogi

psychoterapia i uzależnienie

Uzależnienie od seriali, psychoterapia i filmy drogi

Dziś będzie o serialach, a właściwie o tym co się dzieje i jak to się dzieje, że można czasem bardziej lubić oglądać czyjeś życie, niż brać udział w swoim własnym. Jak rodzi się nawyk oglądania, jak seriale mogą służyć regulacji emocji oraz oddalać lub przybliżać nas naszej własnej historii.

Lubię seriale, najbardziej te z wyrazistymi bohaterami. Nie muszą mieć super mocy, nie muszą być silni, ani dobrze wyglądający, nie ma znaczenia dla mnie płeć i rasa. To czego oczekuję od serialu to interesująca fabuła, zwroty akcji i ciekawi bohaterzy. Oczekuje też różnorodności.

W Luwrze też masz różnorodność. Na parterze smukłe szyje wyciągają greckie i rzymskie rzeźby. Jeśli nie jest to Twój temat i wolisz siedemnastowieczne malarstwo włoskie, nie masz innej opcji, jak powędrować na pierwsze piętro, mijając kolejne pokoje ze znanymi, ale kompletnie nie interesującymi Cię zabytkami. Jeśli nie jest to Twoja bajka i wolisz piętnastowieczne malarstwo niderlandzkie, musisz się jeszcze trochę napocić i wejść na drugie piętro.

Jeśli lubisz zabytki i masz ochotę na trochę różnorodności, czeka Cię parę kilometrów pokojów i trochę potu. Jeśli lubisz seriale i masz ochotę na różnorodność, nigdy nie jesteś od swojego obiektu dalej niż na parę klików. Nawigacja i znalezienie interesującej Cię pozycji nie przysparza problemu. Wybranie  odpowiedniej kategori, tytułu i odcinka nie zajmuje więcej niż minutę. Przy wolnym połączeniu internetowym lub wielu opcjach – może być to parę minut. Nie trzeba iść do żadnej innej sali, nie trzeba wchodzić na kolejne piętro, nie ma w tym potu. Gratyfikacja jest szybka. Życia dziesiątek bohaterów i bohaterek są na wyciągnięcie ręki.

Szukanie Kontaktu

 

Nie ma nic złego w chęci obejrzenia czyjegoś życia. Jest to całkowicie normalne. To tak jakby szukanie kontaktu, połączenia z innymi ludźmi i ich historiami. Patrząc od strony historii cywilizacji, przez setki tysięcy lat robiliśmy to, słuchając opowiadań przy ognisku. Dziś próbujemy zajrzeć w czyjeś życie – czytając książki, oglądając wiadomości, reportaże, czy też wspomniane wcześniej seriale. W dawnych czasach historie dekodowały i objaśniały rzeczywistość, w ponadczasowy sposób łącząc ludzi z tradycjami, legendami i archetypami. Mówiły o współpracy i połączeniu pomiędzy ludźmi. Wspólnych trudach, wspólnym znaczeniu. Pokazywały, że inne osoby przed nami miały podobne problemy jak my sami oraz pokazywały jaką drogę przechodzili bohaterowie, żeby odnaleźć siebie. W pewien sposób łączyły też to co świadome z nieświadomym. Przez empatyzowanie się z bohaterami, przekazywały słuchającym historię, inną drogę, inny kontekst. Dziś historie nie mają najczęściej takiego znaczenia w naszym życiu, co nie zmienia faktu, że przez tysiące lat miały. Nasze mózgi są stworzone do kontaktu i do interakcji.

Oglądając kolejne odcinki nowej serii, budujemy relację z bohaterami. Niektórych lubimy od razu, innych w ogóle. Być może nawet tęsknimy za nimi, gdy kończy się dany sezon. Być może nawet uczymy się czegoś od nich. Walki z przeciwnościami, wyrażania emocji, przeżywania smutku. Mogą oni robić to co zawsze chcieliśmy lub mają w sobie coś co sprawia, że można czuć do nich podobieństwo. Jeśli popatrzymy na seriale (filmy też) z tego punktu widzenia, to mogą one robić bardzo dobrą robotę, pokazując nam jakie historie nas przyciągają oraz co nas wzrusza, bawi i inspiruje. De facto – jest to nic innego jak zwykły kontakt z emocjami. Szukany i znajdowany na ekranie. Nie ma w tym nic złego, nie ma w tym nic nieadekwatnego. Jest to po prostu ludzkie. Oczywiście relacja z bohaterami z ekranu jest jednostronna. My bierzemy udział w ich życiu. Oni w naszym już nie.  

Dlatego problemem nie jest nigdy obejrzenie paru odcinków ulubionego serialu. Posunąłbym się nawet dalej – być może problemem nie jest nawet obejrzenie paru odcinków na raz. Problemem może być częstotliwość oraz motywacja.

Uzależnieni od srebrnego ekranu – dlaczego tak bardzo lubimy seriale? 

 

Co takiego dzieje się, że jesteśmy w stanie poświęcić dużą ilość godzin naszego życia na rzecz czyjegoś, dziejącego się na szklanym ekranie? W naturalny sposób, tak jak inne naczelne, jesteśmy wyczuleni na szybkie ruchy i nagłe dźwięki. Nagłe cięcia, zbliżenia i dźwięki trzymają nas w napięciu. Krew zwalnia, serce zaczyna bić wolniej. Ciało zastyga, większa porcja aktywności dzieje się teraz w mózgu, który przez zmysły chłonie i przetwarza to co dzieje się na ekranie. Zwrot – „nie mogłam oderwać oka” – jest jak najbardziej adekwatny, ilość mrugnięć się zmniejsza, bo przecież można coś przeoczyć. Ten mechanizm jest bardzo dobry na początku, żeby przykuć uwagę. Prawdziwa magia zaczyna się później. Fale mózgowe mogą zacząć powoli przechodzić z obszaru beta, który jest naszym normalnym stanem do fal alfa, które prowadzą nas do lekkiego odprężenia. Dalej oglądamy nasz serial. Większa część naszej aktywności przechodzi z lewej do prawej półkuli. Upraszczając, można powiedzieć, że przechodzimy ze świata racjonalnego myślenia, pełnego zadań i logiki do świata emocji.

Pojawiają się nasze naturalne opiaty, czyli endorfiny. Ich obecność automatycznie się przerwie, gdy tylko skończy się odcinek i przestaniemy oglądać oraz wznowi, gdy tylko ponownie zaczniemy. W ten sposób oglądnięcie pod rząd czterech odcinków ulubionego serialu nie tylko zapobiega niepewności (nasz mózg bardzo tego nie lubi), ale tworzy kontinuum na poziomie chemii generującej się w naszym mózgu. Dzięki opcji streamingu lub możliwości ściągnięcia ulubionego serialu pojawiła się możliwość nieustannego zasilania mózgu kolejną porcją chemii. Nie trzeba czekać na kolejny tydzień lub oglądać coś losowego co akurat jest w telewizji.

Jeśli oglądasz jeden odcinek za drugim, nie ma też szansy na “opóźnioną gratyfikację”- mechanizm, który sprawia, że robisz coś, wiedząc, że dostaniesz nagrodę w terminie późniejszym (np. uczenie się testów na prawo jazdy – nudna aktywność, jazda samochodem po zdobytym prawku – nagroda). W przypadku robienia sobie maratonu serialowego nie ma opóźnionej nagrody. Dostajemy natychmiastową gratyfikację. Mózg działa jak mięsień. Jeśli przyzwyczaimy go, że gratyfikacja zawsze przychodzi od razu, będzie tego oczekiwał cały czas i na wielu różnych polach pomimo konsekwencji. Jeżeli zdarzyło Ci się kiedyś spać 4-5 godzin z powodu ulubionego serialu – pewnie wiesz o czym mówię.

czy nie ogladasz za duzo seriali

Pokarm, który nie karmi jest lepszy niż brak pokarmu

 

Nie miałem nigdy klienta, który by przyszedł do mnie na psychoterapię i powiedział, że jest uzależniony od seriali. Takie rzeczy najczęściej wychodzą niejako przy okazji. Maratony serialowe, wielogodzinne surfowanie po Internecie, serfowanie po internecie, nałogowe granie na komputerze, wyniszczająca aktywność sportowa, czy coraz to nowe pomysły na samorozwój – wiele kategorii, ale gdzieś na pewnym poziomie funkcja jest tylko jedna. Zmniejszenie napięcia, czasem samotności, stworzenie iluzji, że wszystko jest w porządku, że wszystko działa. Każda aktywność, jeśli wykonywana jest bez kontaktu ze swoimi myślami, emocjami czy ciałem – ma potencjał do bycia formą ucieczki.

Wibruje mi w głowie zdanie jednego z moich nauczycieli psychoterapii Gestalt – “pokarm, który nie karmi, jest lepszy niż brak pokarmu”. Tak właśnie można popatrzyć na te seriale. Jak na pokarm. Być może jak z fast foodu, ale wciąż pokarm. Jeśli nie wiesz, jak chciałbyś, żeby wyglądało Twoje życie, o wiele łatwiej patrzeć na cudze. Jeśli parę godzin bycia ze sobą oraz swoimi myślami czy emocjami, miałoby powodować dyskomfort, sięgnięcie po coś co go zmniejsza lub zniweluje jest czymś jak najbardziej ludzkim. Problem polega na tym, że kolejne odcinki ulubionego serialu nic nie zmieniają w codziennym życiu. Nie przekładają się na lepsze stawianie granic, wyrażanie potrzeb, bardziej satysfakcjonujące relacje.

Parę lat temu dużo biegałem. Moja ówczesna terapeutka zapytała mnie wtedy co chcesz “zabiegać”. Nie pamiętam mojej odpowiedzi, ale pamiętam, że moja relacja do biegania wtedy, a teraz – była zupełnie inna. Kiedyś “zabiegiwałem”, dziś biegam. Jeśli czujesz, że jest w Twoim życiu aktywność, która jest swego rodzaju ucieczką – następnym razem zanim ją zrobisz, spróbuj na chwilę usiąść w ciszy. Jeśli chcesz zamknij oczy. Przenieś uwagę na swój oddech. Na to jak Twoje ciało porusza się w jego rytmie. Zauważ jaka emocja, wrażenie w ciele lub myśl pojawia się, gdy odwlekasz tą czynność. Spróbuj odwlec ją jeszcze trochę i jeszcze. Zauważ co się z tobą dzieje. Jeśli chcesz możesz pomyśleć, co by było gdybyś całkowicie zrezygnował z tej czynności. Obserwuj co się z Tobą dzieje. Może coś zauważysz, może nie. Nie każdy czuje swoje ciało, nie każdy potrafi nazwać swoje emocje. Nie ma tutaj reguły, nie ma prostego algorytmu, dla każdego to doświadczenie może wyglądać inaczej.

 

Zatrzymanie, filmy drogi i psychoterapia

 

Seriale to nie złe wcielone. Wiele możemy się nauczyć z obserwacji ekranowych herosów i heroin. Serialowe historie opisują bohaterów różnej maści. Niektórzy mogą walczyć o tron, inni będą uciekać przed zombi. Jeszcze inni mogą być nauczycielem chemii, chorującym na nowotwór. Mogą mieszkać samemu z komputerem za jedynego przyjaciela lub mieszkać z przyjaciółmi. Mogą mieć całkiem zwyczajne życia, podobne do Twojego. Mogą mieszkać w renesansowej Florencji, zaściankowych Złopotopolicach, Wilkowyjach, czy współczesnej Warszawie.

Wszyscy mają jedną wspólną cechę. Są wyraziści. Mogą nie wiedzieć czego chcą, ale nawet w tym są bardzo wyraźni. Pokazują emocje tak jak potrafią i rzadko kiedy stoją w miejscu. Ruch jest stały. Z odcinka na odcinek. Z sezonu na sezon. Jest to całkowicie normalne. Nikt nie kupiłby serialu o nieruchomym bohaterze i pewnie mało kto chciałby go oglądać. Jeśli widzisz u siebie brak ruchu, możesz zadać sobie pytanie – jaki tytuł miałby aktualny serial o moim życiu?

Ewolucja postaci w serialach jest czymś pewnym. Jon Snow z pozycji bękarta, zostaje królem. Walter White z nauczyciela chemii zostaje znanym przestępcą. Postacie w “Przyjaciołach” zmieniają pokoje, angażują się w nowe relacje, zmieniają pracę. Tym co możemy wziąć dla siebie z tych telewizyjnych opowieści jest to, że ciągła zmiana i ciągła ewolucja jest czymś pewnym. Nie ma znaczenie jak zła jest pozycja wyjściowa. Każdy ma potencjał do zmiany, każdy ma potencjał do ruchu. Zmiany są najczęściej powolne. Jest to raczej ewolucja, nie rewolucja. Postacie, które się zatrzymują – znikają z ramówki i z naszej pamięci.

Być może postacie w serialu nie potrzebują się zatrzymywać. W prawdziwym życiu zatrzymanie się jest czymś normalnym. Czasem potrzebujemy go, żeby zauważyć co czujemy, wybrać co chcemy i jak chcemy robić, czasem potrzebujemy go, aby czymś się nacieszyć.  Zdarza się niekiedy tak, że pozostajemy w swoim zatrzymaniu. Może to przybierać poczucie odcięcia od wrażeń – tak jakbyśmy oglądali świat  przez szybę. Czasem blokuje nas strach, czasem zbyt wielka ilość decyzji, czasem utykamy w ciągłym działaniu. Bycie w ciągłym działaniu – może być też traktowane jako pewnego rodzaju utknięcie. W psychoterapii Gestalt mówi o tym cykl doświadczenia. Pisałem o nim w jednym z wcześniejszych artykułów.

Jeśli czujesz, że utknąłeś w tym samym odcinku, psychoterapia może być pomocna w poszerzeniu świadomości tego jak wygląda Twój własny serial. Psychoterapia jest to też opowieść, która dzieje się w odcinkach. Swego rodzaju film drogi. Opowieść, gdzie na samym początku, bohaterzy poznają się, definiują fabułę oraz zaczynają zmierzać w obranym na początku kierunku. Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju przechodzenie z roli aktora, do roli reżysera, gdzie nie trzeba już grać według scenariusza danego przez warunki, w których przyszło klientowi dojrzewać, traumy przez które przechodził lub wychowanie rodziców. Gdy myślę o takim przeżywaniu życia – automatycznie pojawia mi się słowo “wolność”. Myślę, że to dobre słowo na zakończenie…

Brak komentarzy

Dodaj komentarz